To witam ponownie~ Otóż tak się złożyło, że jakoś udało mi się napisać prolog do Shi no Kairaku. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, nie zrazicie się i wpędzi Was w taką zadumę, jaką planowałam c:
Pozdrawiam~
***
„Przeszywający ból,
cielistość ran,
bordowa maź…”
Bladoszare promienie
niby światła skąpały postać chłopaka w swej ledwo widocznej istocie. Podniósł
wzrok, a ciemne jak węgiel oczy uniosły się ku mnie. Przerażenie, jakie
narastało w każdej sekundzie tego milczącego i pustego spojrzenia, którym
chłopak mnie darzył, sprawiało, iż serce uderzało w mej klatce po stokroć mocniej
i szybciej, nadając tym samym tempa, a także rytmu jakby muzyce, która z tego
powstała. Ciche, a jednak jakże dobrze przeze mnie słyszalne dźwięki upadających
i rozbryzganych kropelek tejże bordowej mazi paraliżowały mnie. Sama obecność
tej postaci przede mną sprawiała, że dech w mych piersiach znikał, pozostawiając
mnie samemu sobie, w kompletnej ciszy i skupieniu, a to jedynie pogarszało moją
obecną sytuację.
Nim zdążyłem
mrugnąć, sylwetka skąpana w półmroku zbliżyła się o krok. Ponownie zadrżałem,
próbując uzmysłowić sobie…
- To tylko sen…
- Powtarzałem sobie w myślach i na potwierdzenie tejże niemej wypowiedzi
zamknąłem oczy. – Zniknij, zjawo – rzekłem głośniej, aby uświadomić stworowi,
iż głupi nie jestem, wiem, co się dzieje.
Osoba, postać,
ta sylwetka tuż przede mną nie odpowiedziała, nie odezwała się, a nawet nie
wydawała żadnego dźwięku. Nie byłem w stanie usłyszeć nawet jak oddycha. Była
pustą, bezdźwięczną postacią, jakby konturem człowieka bez żadnych wartości. To
po prostu tu było. Mimo tego, że jakiś zmysł kazał mi chociażby sprawdzić, czy
jest prawdziwy, inny zmysł podpowiadał mi, żeby nie ryzykować. Wciąż doskonale
słyszałem kropelki upadające na podłogę. Spadały rytmicznie, jakby wszystko
było wyliczone. Każda kolejna kropla, która uderzyła o zimną podłogę
prowokowała moje słabe, wymęczone ciało do drżenia. Obecność tego w tym samym
pokoju ze mną była niczym koszmar.
Wtem, jakby
świst, cichy pomruk. Zjawa przede mną w końcu wydała z siebie jakikolwiek
dźwięk. Przeszedł przeze mnie dreszcz, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że
postać przede mną wzięła wdech. Czyżby mogła tak długo być bez oddychania?
Coraz bardziej przekonywałem się do tego, ze to, cokolwiek to jest, nie jest
człowiekiem. Jest bynajmniej jego zarysem, konturem, postacią, jednakże z
człowieka nie ma w sobie nic.
Poczułem w
sobie odwagę. Stwierdziłem, że muszę otworzyć oczy. Muszę, aby nie dać temu
satysfakcji. Wziąłem głębszy wdech na rozluźnienie pospinanych i napiętych od
strachu mięśni w mym ciele i przygotowałem się do uchylenia powiek.
Jakiś stuk.
Jakiś jęk.
Natychmiast
otworzyłem oczy…
… i pragnąłem
je zamknąć.
Przede mną,
tuż nade mną, czerwona plama, skapująca powoli na mój tors. Na prawo od mojej
prawie, że bezwładnej głowy łóżko. Białe, pościelone, jedyny czysty obiekt w
pomieszczeniu. Na lewo. Nic? Usiłowałem podnieść głowę, spróbować wstać,
jednakże ciężar, jaki owładnął moje kończyny był nie do przezwyciężenia.
Czerwona breja nade mną powoli zabarwiała swym charakterystycznym i jakże niepocieszającym
kolorem mą koszulę. Ponownie odwróciłem głowę na prawo. A tam znów on. Zjawa
leżała na łóżku, krwawiąc na niegdyś białe prześcieradło i szeptała cicho
czyjeś imię. Przerażenie we mnie narastało, krztusiłem się powietrzem. Postać
odwróciła powoli rozszarpaną niemalże twarz w moją stronę. Prosił mnie o pomoc,
błagał wręcz, a ja, mimo takiej chęci, nie byłem w stanie nic zrobić. Niegdyś
postać, która nawiedzała mnie w snach stała się teraz obiektem, któremu
chciałem pomóc. Niestety, nie byłem w stanie.
„Pomóż mi…”
Powtarzające
się w kółko piskliwe, a jednak ciche i niemalże spokojne i bezstresowe jęki,
jakie z siebie wydawał były czymś, co całkowicie mnie odurzyło. Nie wiedziałem,
co zrobić, nie wiedziałem jak, ani po co. Byłem zagubiony, przerażony i zmęczony.
Pragnąłem zasnąć i zapomnieć.
Rozległ się
znów jakiś jęk. Od razu spojrzałem na zjawę, a ta niemalże zaczęła podskakiwać
na materacu. Mimowolnie poruszała wszelakimi kończynami, rzucając nimi na boki
i do góry. Moje przerażenie dosięgnęło szczytu. Pragnąłem mu pomóc, a jednak
nie mogłem. Byłem taki bezsilny wobec jego udręki i cierpienia, co również
raniło mnie.
Zjawa ucichła
i uspokoiła się. Opadł na łóżko i leżąc tak, przypatrywałem mu się z niewyobrażalnym
zaciekawieniem i stresem. Byłem w stanie patrzeć tak na niego godzinami,
jednakże on się nie poruszył.
Najdroższy
Boże, on nie żyje…
Odzyskałem w
tym samym momencie władzę nad kończynami. Podniosłem się od razu i podszedłem
do bladego chłopaka na materacu. Nie oddychał, jedynie leżał bezwładnie i
patrzył nieobecnymi oczami przed siebie, na sufit.
Czyżby tak
właśnie miało być? Naprawdę nie miałem mu pomagać, ale pozwolić umrzeć?
Miałem poczuć
bezsilność..?
Chwyciłem w
dłoń zimny i ponacinany nadgarstek chłopaka. Sprawdziłem mu puls, który… Był.
On żył i dał mi o tym znać, skierowując swoje tęczówki na mnie. Znów to puste,
przerażające i duszące spojrzenie było skierowane wyłącznie na mnie. W dodatku,
przez osobę zmarłą, przez zjawę, potwora, wytwór mej wyobraźni.
Ten sam
chłodny i delikatny nadgarstek podniósł się ku mojej twarzy. Nic nie byłem w
stanie zrobić. Mimo tego, że postać ta była moją zmorą i najgorszym koszmarem,
podziwiałem ją. Była cudowna, niesamowita i jedyna w swym rodzaju. Zimne
paluszki drobnej budowy przejechały opuszkami palców po mej brodzie, kierując
się na usta.
„Zrób to… Na moich oczach…”
Uchyliłem
jedynie szerzej powieki. Postać nawet nie otworzyła ust, a jednak usłyszałem
jej głos. Piękny, cichy i subtelny głos, który pieścił me uszy, hipnotyzował
mnie i przenosił w całkowicie inne miejsce. Tak kojący i spokojny, że nierealny.
Coraz bardziej upewniałem się w fakcie, że to sen. Potworny i czarowny
jednocześnie.
Czy byłem w
stanie mu odmówić? Oczywiście, że nie. Tym bardziej, iż to sen, wytwór mej
wyobraźni, który po przebudzeniu przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie
bałem się. Chciałem spełnić jego prośbę i to z pięknym uśmiechem na twarzy, aby
pokazać mu, że nie lękam się już jego.
Odszedłem od
łóżka ze zjawą i skierowałem się w głąb pomieszczenia w poszukiwaniu narzędzia.
Jedyne, co rzuciło mi się w oczy to zwykła żyletka. Wziąwszy ją w dwa palce,
wróciłem do zmory i usiadłem na łóżku, które niegdyś mnie więziło. Chłopak
patrzył na mnie z równym oczarowaniem i zaciekawieniem przeplatanym ze zwątpieniem.
Chyba nie wierzył, że będę do tego zdolny. A jednak. W ciągu kolejnej sekundy wyciągnąłem
przed siebie rękę i bez najmniejszego zawahania wbiłem żyletkę w nią. Jaki rozdarł
moje ciało był niemożliwy, jednak ja się nie zatrzymałem. Wykonałem kolejne
cięcie i znów wróciła do mnie melodia charakterystyczna dla kropelek krwi upadających
na podłogę. Delektowałem się tym uczuciem, a spojrzenie chłopaka przede mną
nabrało kolorów i uczucia. Widział we mnie charakter i nieugiętą osobowość.
Teraz ja stałem się kimś w jego oczach. Niemała satysfakcja mnie ogarnęła,
jednakże zjawa nie wyglądała na zadowoloną. Uśmiech, który pojawił się na jego
twarzy był charakterystyczny i znaczący. Kpił ze mnie.
Powoli
opadająca dłoń w wzdłuż mego ciała podpowiedziała mi, że popełniłem błąd.
Dopiero w tym momencie zrozumiałem, o czym zjawa mówiła. Dowiedziałem się, co
ją cieszy i satysfakcjonuję. A za to odkrycie zapłaciłem najwyższą cenę.
Dzisiaj w Domu Dziecka imienia Shindo Kyoki wydarzył
się okropny wypadek. Niestety, ale jeden z podopiecznych prawdopodobnie popełnił
samobójstwo. Jednak policja jeszcze nie oświadczyła oficjalnej wersji. Będziemy
Państwa informować.
Dziwne, tajemnicze i intrygujące za jednym razem. Aż ciężko mi napisać jakikolwiek konstruktywny komentarz .o.
OdpowiedzUsuńOczywiście, kurczę, podobało mi się! Masz niesamowity styl. Aż chce się to wszystko czytać *^*
Nie wiem, dlaczego, ale tym podopiecznym wydaje mi się Uruha. Naprawdę, nie wiem, czemu. Jakoś tylko jego postać pasowała mi do wydarzeń.
#SpaczonaPsychikaSzimy XD
Kurde, dziewczyno, zainteresowałaś mnie tym cudeńkiem ;_;
Czekam na nexta z niecierpliwością .O.
Zainteresowalas mnie,niesamowity masz talent , nie moge sie doczekac dalszej czesci
OdpowiedzUsuńCiekawie się zaczyna. Czekam na ciąg dalszy. *-*
OdpowiedzUsuń