2013/04/19

死の快楽 I



 To witam ponownie~ Otóż tak się złożyło, że jakoś udało mi się napisać prolog do Shi no Kairaku. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu, nie zrazicie się i wpędzi Was w taką zadumę, jaką planowałam c:
Pozdrawiam~



***





„Przeszywający ból,
cielistość ran, 
bordowa maź…”

Bladoszare promienie niby światła skąpały postać chłopaka w swej ledwo widocznej istocie. Podniósł wzrok, a ciemne jak węgiel oczy uniosły się ku mnie. Przerażenie, jakie narastało w każdej sekundzie tego milczącego i pustego spojrzenia, którym chłopak mnie darzył, sprawiało, iż serce uderzało w mej klatce po stokroć mocniej i szybciej, nadając tym samym tempa, a także rytmu jakby muzyce, która z tego powstała. Ciche, a jednak jakże dobrze przeze mnie słyszalne dźwięki upadających i rozbryzganych kropelek tejże bordowej mazi paraliżowały mnie. Sama obecność tej postaci przede mną sprawiała, że dech w mych piersiach znikał, pozostawiając mnie samemu sobie, w kompletnej ciszy i skupieniu, a to jedynie pogarszało moją obecną sytuację.
Nim zdążyłem mrugnąć, sylwetka skąpana w półmroku zbliżyła się o krok. Ponownie zadrżałem, próbując uzmysłowić sobie…
- To tylko sen… - Powtarzałem sobie w myślach i na potwierdzenie tejże niemej wypowiedzi zamknąłem oczy. – Zniknij, zjawo – rzekłem głośniej, aby uświadomić stworowi, iż głupi nie jestem, wiem, co się dzieje.
Osoba, postać, ta sylwetka tuż przede mną nie odpowiedziała, nie odezwała się, a nawet nie wydawała żadnego dźwięku. Nie byłem w stanie usłyszeć nawet jak oddycha. Była pustą, bezdźwięczną postacią, jakby konturem człowieka bez żadnych wartości. To po prostu tu było. Mimo tego, że jakiś zmysł kazał mi chociażby sprawdzić, czy jest prawdziwy, inny zmysł podpowiadał mi, żeby nie ryzykować. Wciąż doskonale słyszałem kropelki upadające na podłogę. Spadały rytmicznie, jakby wszystko było wyliczone. Każda kolejna kropla, która uderzyła o zimną podłogę prowokowała moje słabe, wymęczone ciało do drżenia. Obecność tego w tym samym pokoju ze mną była niczym koszmar.
Wtem, jakby świst, cichy pomruk. Zjawa przede mną w końcu wydała z siebie jakikolwiek dźwięk. Przeszedł przeze mnie dreszcz, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że postać przede mną wzięła wdech. Czyżby mogła tak długo być bez oddychania? Coraz bardziej przekonywałem się do tego, ze to, cokolwiek to jest, nie jest człowiekiem. Jest bynajmniej jego zarysem, konturem, postacią, jednakże z człowieka nie ma w sobie nic.
Poczułem w sobie odwagę. Stwierdziłem, że muszę otworzyć oczy. Muszę, aby nie dać temu satysfakcji. Wziąłem głębszy wdech na rozluźnienie pospinanych i napiętych od strachu mięśni w mym ciele i przygotowałem się do uchylenia powiek.
Jakiś stuk.
Jakiś jęk.
Natychmiast otworzyłem oczy…
… i pragnąłem je zamknąć.
Przede mną, tuż nade mną, czerwona plama, skapująca powoli na mój tors. Na prawo od mojej prawie, że bezwładnej głowy łóżko. Białe, pościelone, jedyny czysty obiekt w pomieszczeniu. Na lewo. Nic? Usiłowałem podnieść głowę, spróbować wstać, jednakże ciężar, jaki owładnął moje kończyny był nie do przezwyciężenia. Czerwona breja nade mną powoli zabarwiała swym charakterystycznym i jakże niepocieszającym kolorem mą koszulę. Ponownie odwróciłem głowę na prawo. A tam znów on. Zjawa leżała na łóżku, krwawiąc na niegdyś białe prześcieradło i szeptała cicho czyjeś imię. Przerażenie we mnie narastało, krztusiłem się powietrzem. Postać odwróciła powoli rozszarpaną niemalże twarz w moją stronę. Prosił mnie o pomoc, błagał wręcz, a ja, mimo takiej chęci, nie byłem w stanie nic zrobić. Niegdyś postać, która nawiedzała mnie w snach stała się teraz obiektem, któremu chciałem pomóc. Niestety, nie byłem w stanie.
„Pomóż mi…”
Powtarzające się w kółko piskliwe, a jednak ciche i niemalże spokojne i bezstresowe jęki, jakie z siebie wydawał były czymś, co całkowicie mnie odurzyło. Nie wiedziałem, co zrobić, nie wiedziałem jak, ani po co. Byłem zagubiony, przerażony i zmęczony. Pragnąłem zasnąć i zapomnieć.
Rozległ się znów jakiś jęk. Od razu spojrzałem na zjawę, a ta niemalże zaczęła podskakiwać na materacu. Mimowolnie poruszała wszelakimi kończynami, rzucając nimi na boki i do góry. Moje przerażenie dosięgnęło szczytu. Pragnąłem mu pomóc, a jednak nie mogłem. Byłem taki bezsilny wobec jego udręki i cierpienia, co również raniło mnie.
Zjawa ucichła i uspokoiła się. Opadł na łóżko i leżąc tak, przypatrywałem mu się z niewyobrażalnym zaciekawieniem i stresem. Byłem w stanie patrzeć tak na niego godzinami, jednakże on się nie poruszył.
Najdroższy Boże, on nie żyje…
Odzyskałem w tym samym momencie władzę nad kończynami. Podniosłem się od razu i podszedłem do bladego chłopaka na materacu. Nie oddychał, jedynie leżał bezwładnie i patrzył nieobecnymi oczami przed siebie, na sufit.
Czyżby tak właśnie miało być? Naprawdę nie miałem mu pomagać, ale pozwolić umrzeć?
Miałem poczuć bezsilność..?
Chwyciłem w dłoń zimny i ponacinany nadgarstek chłopaka. Sprawdziłem mu puls, który… Był. On żył i dał mi o tym znać, skierowując swoje tęczówki na mnie. Znów to puste, przerażające i duszące spojrzenie było skierowane wyłącznie na mnie. W dodatku, przez osobę zmarłą, przez zjawę, potwora, wytwór mej wyobraźni.
Ten sam chłodny i delikatny nadgarstek podniósł się ku mojej twarzy. Nic nie byłem w stanie zrobić. Mimo tego, że postać ta była moją zmorą i najgorszym koszmarem, podziwiałem ją. Była cudowna, niesamowita i jedyna w swym rodzaju. Zimne paluszki drobnej budowy przejechały opuszkami palców po mej brodzie, kierując się na usta.
„Zrób to… Na moich oczach…”
Uchyliłem jedynie szerzej powieki. Postać nawet nie otworzyła ust, a jednak usłyszałem jej głos. Piękny, cichy i subtelny głos, który pieścił me uszy, hipnotyzował mnie i przenosił w całkowicie inne miejsce. Tak kojący i spokojny, że nierealny. Coraz bardziej upewniałem się w fakcie, że to sen. Potworny i czarowny jednocześnie.
Czy byłem w stanie mu odmówić? Oczywiście, że nie. Tym bardziej, iż to sen, wytwór mej wyobraźni, który po przebudzeniu przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie bałem się. Chciałem spełnić jego prośbę i to z pięknym uśmiechem na twarzy, aby pokazać mu, że nie lękam się już jego.
Odszedłem od łóżka ze zjawą i skierowałem się w głąb pomieszczenia w poszukiwaniu narzędzia. Jedyne, co rzuciło mi się w oczy to zwykła żyletka. Wziąwszy ją w dwa palce, wróciłem do zmory i usiadłem na łóżku, które niegdyś mnie więziło. Chłopak patrzył na mnie z równym oczarowaniem i zaciekawieniem przeplatanym ze zwątpieniem. Chyba nie wierzył, że będę do tego zdolny. A jednak. W ciągu kolejnej sekundy wyciągnąłem przed siebie rękę i bez najmniejszego zawahania wbiłem żyletkę w nią. Jaki rozdarł moje ciało był niemożliwy, jednak ja się nie zatrzymałem. Wykonałem kolejne cięcie i znów wróciła do mnie melodia charakterystyczna dla kropelek krwi upadających na podłogę. Delektowałem się tym uczuciem, a spojrzenie chłopaka przede mną nabrało kolorów i uczucia. Widział we mnie charakter i nieugiętą osobowość. Teraz ja stałem się kimś w jego oczach. Niemała satysfakcja mnie ogarnęła, jednakże zjawa nie wyglądała na zadowoloną. Uśmiech, który pojawił się na jego twarzy był charakterystyczny i znaczący. Kpił ze mnie.
Powoli opadająca dłoń w wzdłuż mego ciała podpowiedziała mi, że popełniłem błąd. Dopiero w tym momencie zrozumiałem, o czym zjawa mówiła. Dowiedziałem się, co ją cieszy i satysfakcjonuję. A za to odkrycie zapłaciłem najwyższą cenę.

Dzisiaj w Domu Dziecka imienia Shindo Kyoki wydarzył się okropny wypadek. Niestety, ale jeden z podopiecznych prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Jednak policja jeszcze nie oświadczyła oficjalnej wersji. Będziemy Państwa informować. 


3 komentarze:

  1. Dziwne, tajemnicze i intrygujące za jednym razem. Aż ciężko mi napisać jakikolwiek konstruktywny komentarz .o.
    Oczywiście, kurczę, podobało mi się! Masz niesamowity styl. Aż chce się to wszystko czytać *^*

    Nie wiem, dlaczego, ale tym podopiecznym wydaje mi się Uruha. Naprawdę, nie wiem, czemu. Jakoś tylko jego postać pasowała mi do wydarzeń.
    #SpaczonaPsychikaSzimy XD

    Kurde, dziewczyno, zainteresowałaś mnie tym cudeńkiem ;_;
    Czekam na nexta z niecierpliwością .O.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresowalas mnie,niesamowity masz talent , nie moge sie doczekac dalszej czesci

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie się zaczyna. Czekam na ciąg dalszy. *-*

    OdpowiedzUsuń